227 - o wystawie i siedemdziesięcioleciu piórem Michała


2018-10-29

227.
Trzy cyfry. Suma trzech rocznic. Wszystkie mi bliskie: 100-lecie Niepodległej, 70-cie Liceum Plastycznego w Szczecinie i 57 lat mojej obecności na kulce ziemskiej. Z racji, że rocznice po sąsiedzku to się zlepiły. Będąc centrystą ujmę w dłonie 70-lecie, dobra? Będzie szło to mniej więcej tak…
70 lat temu powstało Liceum Plastyczne, pierwsza szkoła plastyczna w powojennym Szczecinie. Obchodom jubileuszu towarzyszy wiele pokazów, wśród nich niewielka wystawa na skwerze im. Guido Recka obok szkoły. Tytuł: „Historia Liceum Plastycznego im. C. Brancusi w Szczecinie w fotografii i dokumentach”. Prezentacja historii tej artystycznej instytucji to osiem plansz. Powinien być podtytuł, że to „w pigułce” - ale wtedy mogłoby być różnie z dofinansowaniem. Zrezygnowałem więc z pigułki w tytule.
Na archiwalnych zdjęciach przedstawiających czwartą z kolei siedzibę szkoły pośród morza ruin stoi samotny budynek. Pierwszą odbudowaną kamienicę, dawną siedzibę rodu Loitzów, przekazano instytucji służącej kulturze i sztuce - w przekonaniu, że są one niezbędne dla odradzającego się państwa. Tak wówczas postrzegano rolę sztuki: jako niezwykle ważną w kształtowaniu społeczeństwa. Ranga artysty była znacznie wyższa niż dziś. Nad Odrę implantowano kolonię literatów z Gałczyńskim na czele, ściągano artystów plastyków. Chciałbym aby i dziś kultura, sztuka i status artysty były szanowane. Tyle, że ówczesny szacunek dla artystów brał się stąd, że wzorem wschodniego systemu artyści mieli grać główną rolę w dziele tworzenia nowego, bolszewickiego człowieka, trybiku komunistycznej nirwany. Nieprawomyślni, którzy nie chcieli brać udziału w propagandzie tracili nie tylko szacunek ale i pracę, zdrowie a nawet życie. Warto o tym pamiętać rozczulając się nad dawną pozycją i przywilejami artystów. Dobrą tego ilustracją jest zdjęcie z odbudowy: grupa jednakowych klonów ówczesnego wzoru elegancji czyli towarzysza Bieruta to komisja Frontu Jedności NRD, internacjonalistycznie lustrująca czy aby wszystko na odcinku kultury jest w porządku…

W Plastyku uczę od 22 lat - ale związany z nim jestem odkąd zacząłem chodzić. W dawnych czasach dzieci, gdy nauczyły się chodzić, to od razu wychodziły z domu na podwórko, inaczej niż dziś. Moim podwórkiem były ruiny zamku i okolice. Tu spędzałem większość czasu. Bawiliśmy się w kapsle, w złodziei, w wojnę, wciskaliśmy zapałki w zamki samochodów z zagraniczną rejestracją, wdmuchiwaliśmy prezerwatywy w dziurki na duże klucze w drzwiach sąsiadów, piekliśmy ziemniaki na zamku. No i pilnowaliśmy terenu. Tak się składało, że zamek był pogrodzony płotami uzupełnionymi słabo widocznym stróżem z anemicznym psem, który kasłał zamiast szczekać i dziwnie plątał przednie łapy z tylnymi, gdy próbował się rozpędzić. Stróżowi nogi się nie plątały bo miał tylko jedną. Jedyne strategiczne przejście łączące podwórka górnego zamku z podzamczem to były schodki obok liceum plastycznego. Tych z podzamcza było więcej ale przewaga topniała na wąskich stromych schodach. Poza tym u góry był murek, za którym się chowaliśmy i znacznie więcej cegieł, którymi łatwiej i celniej było rzucać w dół. Całymi rzucało się niewygodnie. Schody obok plastyka często bywały czerwone nie tylko od farbek. Nasze ówczesne zabawy na świeżym powietrzu były radosne, integracyjne, z elementem zdrowej rywalizacji, nauką współdziałania, interaktywne, rozwijające fizycznie oraz intelektualnie. Nie to co teraz: te wszystkie brutalne, pełne agresji, przemocy i języka nienawiści gry komputerowe, psujące wzrok i powodujące wady postawy…

Obecny parking za barakami to była szkolna strzelnica, gdzie uczniowie liceum na lekcjach PO pukali z kabekaesów a my, dzieci, wbiegaliśmy pod lufy, żeby zebrać fajne ołowiane kuleczki. Moją podstawówką była 63 SP, naprzeciw Plastyka. Ze zdumieniem obserwowaliśmy dziwne zjawisko z drugiej strony ul. Grodzkiej: regularnie co 45 minut dymiły dwa okna! Dziś wiem, że była to palarnia udająca toaletę. Gdy w 63 dochodziło do nieporozumień i potrzebne było ich fizyczne rozstrzygnięcie to korzystaliśmy z cichego boiska pod Plastykiem, skąd pochodzą moje pierwsze złamane nosy, w tym własny. Niejeden tutejszy kamień mógłby szeptać moje imię - gdyby umiał szeptać. Jest ta ziemia nasiąknięta moją obecnością w sposób szczególny gdyż jako dzieci nie traciliśmy czasu na bieganie do domowych toalet tylko sikaliśmy gdzie popadnie. Dziś, gdy patrzę na młode pokolenie uczniów Plastyka stąpających po moich dawnych śladach, krzyczę w duchu: „Teraz Wasza kolej!”

Michał Biernacki

P.S.
Ideą, która łączy dawne z obecnym, komunę z Unią, to wstręt do publicznych toalet: jak ich brakowało, tak nic się nie zmieniło. W Polsce publiczne toalety to prywatna sprawa.


proj. Michał Biernacki


wszystkie newsy >
powrt






Liceum Plastyczne im. Constantina Brancusi
70-543 Szczecin, ul. Kurkowa 1
tel: sekretariat : 91/488-13-14
e-mail : lpszczecin@gmail.com



Copyright © 2008 - 2016 Liceum Plastyczne w Szczecinie